Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2011

'Jest pierdolnięcie'...?

Z dalekiej Irlandjej przyjechało coś k'nam, umościwszy się pierwej pośród kwintadecymalnej listy najgalantniejszych kapel irlandyjskich. Jakom skręty, aleć nazawczas długi w minucyjach krom ideji cnych miarkowania jako na prask nicem nie dogadzał, admonitowanem zostawszy samosię, otom mzdę rozkoszną z nienagła rad Wam zakopsować. Zaż garło nietanie mnie stoi, takowoż zraza zajegoć gąść Wam będzie bandyja syntetycznem i rokokowem rozbrzmieniem sięż olepiająca, wziąwszy jednakowoż respekta więtsze na pierwejszy tag. Podług persony jednej z farmilyji mej, lza rzec, iż 'jest pierdolnięcie'. Chociaj pierdolnięcie owo barziej feminowe obróciło się ujawić, niźli zaprawdę tańcujące, owóż zaiste felicytuję Wam, bychom uźrzeli i usłuchali, jako nam Cap Pas Cap zapierdoliwszy upodoba się.
Ędżojujcie się, powiadam!

16 września 2010

Uważaj, synu, to prąd wirowy.

Z cyklu DOBRE BO ASSTRALIJSKIE - coś trochę jakby z innego wybrzeża, innego powietrza, i w ogóle coś co powinno elektryzować już dzięki samej nazwie. Jeśli myślicie, że w australijskich garażach woła się: ‘tato, podaj śrubokręt!’, to się mylicie. Tam się woła: ‘Eddy, Current Suppression Ring!’. W skrócie ECSR.


Eddy Current Suppression Ring [czyli w skrócie ECSR] wydawszy w 2006 roku płytę o równie zaskakującej, tajemniczej i fachowej nazwie brzmiącej Eddy Current Suppression Ring [w skrócie ECSR] wyszli tym samym po kilku latach wspólnego grania z garażu Brendana Huntly’ego [dziś mieniącego się, ciekawe z jakiego powodu, nazwiskiem Suppression], niby wstając z samego rana, ale jeszcze nie poczęli występować w kolorowych odbiornikach, ba! – nawet w czarno-białych. Why? They deserve their dessert but still have Insufficient Funds.

No, ale wtedy coś ich najszło, ewidentnie. Nie żeby coś zmieniali – żeby na nadchodzącą niedzielę ubierali kościołowe buty czy garniaki – trzymając się podstawowych kolorów stali się po prostu szczerzy do bólu, przyznali się do błędów i wiedzieli Which way to go. I się stało, stanęło – z garażu, przez scenę, profesjonalne studia nagraniowe i inne pomieszczenia, przeszli do kanonu przy ulicy Memory Lane. Wtem jednak Brendan wypowiada zdanie, które przechodzi do historii: I don’t wanna play no more! . ‘I chuj’ – dodałby, gdyby jego babcia była Polką. Ale nie była.

Tak samo jak wyznanie Brendana – nie było, nie było szczere. Bowiem już dwa lata później, to jest w roku bieżącym, najnowsza, standardowa dyszka ujrzała słoneczko [swoją drogą – ciekawe, co by było, gdyby jego babcia naprawdę była Polką]. I znowu te lubieżnie relaksacyjne odgłosy inżynierów muzyków elektryków z Eddy Current Suppression Ring [w skrócie...], pośród których Brendan niczym prawdziwy gentleman wyznaje, że i on może być dżerkiem.

Isn’t it nice?

5 lipca 2010

Dobre bo australijskie! - kazanie misyjne.

Jeśli ktoś z obecnych wielbi wyjątkowo nieumyte przestery, którym towarzyszy głos wokalisty-ducha, będzie z pewnością usytasy. Czasami jednak jest tak, że gdy ten ładunek wypełniając całą przestrzeń i/lub występując w ilościach określanych przez przemiłe panie z obsługi naziemnej linii lotniczych jako ‘nadbagaż’, rączka się urywa, uszko odpada i nikomu nie chce się zbierać wypadniętych i niezrozumiałych półproduktów. Wszak sami scholastycy powiadali, jakoby właśnie nadmiar był dowodem miejscowego działania wyższych sił sprawczych. W tym punkcie uprasza się dzieci i gorliwych katolików o zaprzestanie czytania i odejście w miejsce wystarczająco odległe i ustronne, by uniknąć zgorszenia. Wygląda bowiem na to, że trzech dwudziestokilkulatków z południowo-zachodnich rubieży południowo-wschodnich rubieży świata, gdzie jeszcze wyznaje się duchy przodków i pod krwawemi stosami ofiarnemi zanosi się modły ku wielokolorowym bóstwom, zostało oświeconych bożą opatrznością podczas swej twórczej pracy. I nie byłoby w tym nic niegodnego, gdyby owi młodzieńcy z zesłanej k’nim łaski w sposób oczywisty nie kpili. Stąd wzburzenie, zamęt i w ogóle – skandal. Szatańskiego nasienia szarlatani [diabeł tasmański + The Seeds + Amon Düül] napawają się gnębieniem i przyprawianiem rogów psychodelii zdradzając ją chyba z każdym napotkanym gatunkiem muzycznym, wliczając i te podlejszej konduity, zapewne uprzednio zajarawszy dobrej jakości tygodniową dawkę powszechnie znanego leku przeciwdepresyjnego. A wracając do wcześniej podjętego wątku nadmiaru – bracie, jeśli Ci on przeszkadza, dlaczego rytmicznie kiwasz głową do większości utworów jak na West Ryder Pauper Lunatic Asylum; siostro, jeśli jegoż powodem mienisz brak pomysłu, dlaczego cały album wydaje Ci się spójny i nieokiełznany zarazem?

PS Podobno Innerspeaker zmiażdżyło ostatnie płyty Here We Go Magic, Grizzly Bear, Woods, a nawet Humbug Arktików. Amen.