29 maja 2011
Prokrastynacja dedykowana w okresie bardzo twórczej niemocy.
19 lutego 2011
Piękne, bo kanadyjskie. Skuteczne, bo brytyjskie.
31 stycznia 2011
Gitarowe potwory ryczących dwudziestek.
Ta jedna szczególna, jest szczególna szczególnie dlatego, że czterem (później trzem tylko) chłopakom z wioski, przybyłym lat kilka temu do Nowego Nie ma lipy, czeba iś posuuchać.
16 stycznia 2011
'Jest pierdolnięcie'...?
6 czerwca 2010
WBA vs. BBB - czyli kawiarniane disko kontra romantyczny indie pop
Zbliżają się mistrzostwa. Jakieś tam - nieważne - grunt, że mistrzostwa. W związku z tym coś dla kibiców międzynarodowych drużyn umiarkowanie elektronicznych. Po jednej stronie boiska powściągliwe skandynawskie disko powstałe na fundamentach pamiętających jeszcze lata zabaw naszych ojców, ozdobione mamrotycznym i nieskorym głosem Erlenda Øye – miejscowo stanowiące wyraźną alternatywę w tej konwencji dla nieludzkiego grania Daft Punk, gdzieniegdzie nawiązując wprost do dokonań Kings of Convenience, gdzie indziej przypominając ciemne barowe ballady z zadymionych przybytków czerwieni [w tej roli nieme Simply Red] . Whitest Boy Alive nie uderza, nie narzuca się – po prostu jest i to tym panom wychodzi wyśmienicie. Nie uderza, nie narzuca się, nie atakuje – bo ma świadomość, że nie niesie z sobą gruchocących wszystkie muzyczne mózgi przekazów, bo nie udaje, że stoi na jakimkolwiek czele jakiejkolwiek rewolucji czy choćby przewrotu w jakiejkolwiek dziedzinie czegokolwiek. To samo w sobie powinno działać na niekorzyść zespołu, ale! – panowie z WBA to jednak chytre chłopaki. Trafili na swój czas, sprytnie i skrzętnie go nie wykorzystując.
A jeśli chodzi o ich kolegów zza miedzy, grających w formacji 1-1-2-1, ze swoimi niekiedy nieparzystokopytnymi melodiami á la Boney M., mogą wabić jednych nieco bardziej zaangażowanym, czasem aż dramatycznie walczącym wokalem, innych nęcić romantycznie mrocznymi lub jazzującymi deseniami, a jeszcze innych perkusyją i innymi przymiotami iście książęco-ferdynandowskimi. W porównaniu do Whitest Boy Alive, Bye Bye Bicycle są nieco bardziej boysbandowscy, na co wpływa być może ich niewątpliwa i autentyczna szwedzkość. Boysbandowscy z naciskiem raczej na popową grupowość niż męski pierwiastek. Nie będę się zagłębiał w podróżnicze przesłanie albumu, bo pewnie długo bym nie wracał. A tu przecież grać trzeba!
Rywalizację pozostawiam do rozstrzygnięcia wedle gustów własnych. I raczej żaden wynik mnie nie zaskoczy.
WBABBB









